// tekst kolegi @brusek z AdNovum
// należy mieć na względzie że niektóre użyte przez autora sformułowania bardziej odzwierciedlają jego nastawienie emocjonalne niż rzeczywistość historyczną (zwłaszcza tę oficjalnie nieupublicznianą). Niemniej tekst wart zachowania ze względu na zajęte stanowisko względem dobrze pojętej polskiej racji stanu (polskiego interesu narodowego) (1).

13 MAJA 2015

Nas tam nie było! Sprzeciw wobec nowej narracji historycznej narzucanej Polakom

Od trzydziestu kilku lat przed 1 Maja wywieszam na moim balkonie biało-czerwona flagę. Zwijam ją w dniu 10 maja… W tym roku udało mi się ją przyozdobić „gieorgijewską lentą”. Jednak tym razem dałem się przekonać głosowi rozsądku mojej rodziny by zdjąć ją zaraz po 3 maja. Dlaczego? Ano dlatego że mam obok akademik pełen studentów z Ukrainy a w ostatnich dniach głośnych i wciąż pijanych z uwagi na trwające „juwenalia”… Dałem się przekonać że demonstrowanie naszej flagi z „lentą” Zwycięstwa w dniu 9 maja może się zakończyć otruciem psa lub wybiciem szyby w oknie…

I z bólem serca stwierdzam że coraz mniej komfortowo czuję się w „naszej” Polsce…

Dzień 70-tej rocznicy Zwycięstwa przejdzie do historii nie tylko dlatego że widzieliśmy wspaniałą Paradę Zwycięstwa, nie tylko dlatego że odbył się milionowy niemal pochód mieszkańców niosących zdjęcia swych przodków i krewnych – w podzięce za ich poświęcenie i przelaną krew. Nie tylko dlatego, że widzieliśmy wieczorem wspaniałe widowisko. Nie tylko dlatego, że przy tej okazji spotkało się tam kilkudziesięciu przywódców państw z całego świata. I nie tylko dlatego że przy tej okazji Rosja i Chiny a potem Białoruś z Chinami podpisały niezwykle ważne umowy gospodarcze…

Ale przede wszystkim dlatego, że NAS TAM NIE BYŁO!

Nas, Polaków…

Polskich weteranów II Wojny…

Polskiej Kompanii Reprezentacyjnej, czy choćby orkiestry Wojska Polskiego…

Nie było żadnego naszego „przywódcy” czy choćby ministra. Tak, jakby Polska nie uczestniczyła w tej Wielkiej Wojnie. Tak, jakbyśmy nie stanowili drugiej po Armii Czerwonej siły militarnej wśród Aliantów. Tak, jakby nie liczyło się to, że ilościowe straty naszego Narodu były mniejsze tylko od strat ludzkich Związku Radzieckiego a procentowo i proporcjonalnie największe wśród wszystkich państw Europy. Tak jakbyśmy nie wygrali tej wojny! A przecież było to nasze największe zwycięstwo od czasów Grunwaldu! Przecież „Święto Flagi”, obchodzone od 11 lat w dniu 2 maja, symbolizuje i przypomina tę datę. Datę zatknięcia polskiego sztandaru na berlińskiej Kolumnie Zwycięstwa!

Na ten wielki dla Rosji i Europy, a nawet całego świata, dzień rocznicowy potrafili przyjechać nie tylko tacy przywódcy jak Sekretarz Generalny ONZ ale i Prezydent Czech Miloš Zeman i minister SZ Włoch…

A Polski tam nie było…

Nie dziwmy się więc, że już nie dostarczymy więcej polskich wagonów do moskiewskiego metra. Zrobią to Czesi albo Włosi. Nie sprzedamy tam przysłowiowych jabłek – bo dostarczą je inni, ci co byli obecni!

Nie dziwmy się, że przy tak prowadzonej antyrosyjskiej i samobójczej polityce, zachodni kapitał opustoszy te szybko wzniesione hale na terenie Polski i przeniesie produkcję na Białoruś czy bezpośrednio do Rosji!

Dlaczego w Mińsku występowała i uczestniczyła w Paradzie Zwycięstwa orkiestra reprezentacyjna USA? I dlaczego nawet w Mińsku nas nie było?

Ano dlatego że Sejm, który sam siebie uważa za „polski”, przez niemal aklamację (o dziwo – jedynie posłowie najczarniejszej prawicy byli temu przeciwni lub wstrzymali się od głosu!), – przełożono świętowanie tego wielkiego Dnia o jeden dzień wcześniej, organizując na Westerplatte konwentykl przywódców państw popierających w czasie II WŚ Hitlera! Mało tego – zaproszono na ten sabat przywódcę w chwili obecnej kraju mającego poważne problemy ze swoją faszystowską przeszłością, prowadzącego okrutną wojnę domową ze swoimi obywatelami. Przywódcę kraju którego nigdy przed rokiem 1990 nie było! Przywódcę który – zdaniem części komentatorów – miał w klapie barwy skrajnego, antypolskiego nacjonalizmu (co prawda mające zupełnie inną symbolikę na zachodzie – związaną z upamiętnieniem poległych żołnierzy w walkach). Dla kogo nasza wojskowa Orkiestra maszerowała… w Kijowie….

Powtórzyła się dokładnie taka sama sytuacja, bliźniaczo podobna do tej sprzed niewielu dni, gdy osoba pełniąca obowiązki Prezydenta RP wygłasza wiernopoddańcze i szokujące każdego Polaka przemówienie w kijowskiej Wierchowej Radzie, by za chwilę tamtejsze władze ogłosiły rzeźników i przestępców wojennych, mających na rękach krew setek tysięcy Polaków, w sposób niezwykle bestialski zamordowanych na terenach Rzeczpospolitej – bohaterami narodowymi!

Czy może ktoś Polakom bardziej dosadnie i obelżywie napluć w twarz? Bo pluje się nam w twarz od 1989 roku. Wpierw okazało się że w 1939 roku napadli na nas jacyś mityczni i bezpaństwowi „hitlerowcy”. Następnie przyszedł 22 czerwca 1990 roku, gdy nasz Sejm podjął uchwałę o potępieniu operacji wojskowej „Wisła”, która to operacja pozwoliła uporządkować pogranicze w ogniu i była po prostu wyborem mniejszego zła. Dwa lata później urzędujący prezydent nazwał operacje „Wisła” – „haniebną”.

Zaczęto zezwalać na nielegalne stawianie pomników UPA! Tak! Nie ofiar tych zbrodniarzy, ale właśnie pomników zbrodniarzy! I nikt nie jest władny tego w mocy prawa zlikwidować! Później szeroko reklamowano „sektę katyńską”, nie wnikając w to, kto fizycznie mordował Polaków! Następnie napluto nam w twarz „rehabilitując” także wielu zbrodniarzy i zwykłych bandytów do miana „żołnierzy wyklętych”.

Na dodatek stale umniejsza się rolę Polskich Armii walczących o wyzwolenie Polski! Nie wspomina się i nie świętuje się naszych zwycięstw, nie ceni polskiej za wolność przelanej krwi! Mało tego! Nawołuje się do niszczenia i dewastuje z przyzwolenia Państwa pomniki chwały polskiego i radzieckiego oręża. Zapominając o tym że obok naszych dwóch Armii, w Armii Czerwonej było co najmniej 250 tysięcy Polaków!

Gloryfikuje się bezsensowne, nie mające szans na powodzenie, niezwykle krwawo stłumione Powstanie Warszawskie, zapominając o ogromie zbrodni jakie wyrządziły ludności cywilnej Warszawy oddziały w większości złożone ze zwyrodnialców narodowości popierających Niemców. Gloryfikuje się m.in. Pawło Szandruka, zapominając że ten człowiek uratował resztki zbrodniarzy z SS Galizien i pomógł im ewakuować się za Zachód, do Anglii i Kanady.

Polski Sejm pluje Polakom w twarz nie uznając zbrodni za zbrodnię a ludobójstwa za ludobójstwo. Nie zważa nawet na list 148 Sprawiedliwych – posłów Wierchowej Rady – jacy wystosowali w dniu 1.07.2013 do naszego Parlamentu z prośbą o potępienie banderyzmu.

Jaką trzeba być antypolską miernotą intelektualną, by podpisywać listy „intelektualistów” w sprawie NIE STAWIANIA w Warszawie pomnika upamiętniającego ofiary Rzezi Wołyńskiej? Jakim trzeba być anty-Polakiem, by pracując w narodowym urzędzie ds. pamięci historycznej przez wiele lat nie oskarżyć ANI JEDNEGO zbrodniarza spośród tych kilku czy kilkunastu tysięcy banderowców jacy żyją jeszcze na świecie? Jakim trzeba być „dyplomatołem” by chociaż symbolicznie nie protestować gdy zaraz za granicami, na naszych dawnych polskich terenach, gdzie żyją setki tysięcy Polaków, buduje się antypolskie pomniki i szerzy się banderyzm?

A przecież 70-ta rocznica Zwycięstwa nad Niemcami powinna być powodem naszej narodowej dumy! Powinna stać się łącznikiem międzypokoleniowym i ponadpartyjnym. Powinna przywrócić i zachować jeszcze żywe wspomnienia tych dni i uhonorować ostatnich żyjących Bohaterów! Powinna także odbudować nasze wielowiekowe, dobre stosunki z sąsiadami – towarzyszami broni, braćmi wspólnie przelanej krwi…

Biada nam Polakom! Biada nam, w naszej własnej Ojczyźnie!

za: http://obserwatorpolityczny.pl/?p=32107#comment-51728

(1) Pojęcie racji stanu oraz interesu narodowego teoretycznie odnoszą się do tej samej sfery. Najogólniej rzecz ujmując oznaczają zbiór wartości, który powinien przyświecać władzom państwowym oraz obywatelom. Jednak w praktyce terminy te nieco się od siebie różnią.

Jednoznaczne zdefiniowanie pojęcia „interes narodowy” jest bardzo trudne ze względu na jego wyjątkową płynność i niejednoznaczność. Przyjmując pewien stopień ogólności można stwierdzić, iż w interesie całego narodu leżą np. takie same prawa ekonomiczne dla wszystkich jego obywateli czy równe prawo do wyrażania własnej opinii oraz zabierania głosu w dyskusjach. Interes narodowy to zatem pewna wytyczna, długofalowa strategia, która powinna prowadzić, by osiągnąć określone cele funkcjonalne. Zamierzony efekt powinien być uzyskany przez państwo, jego władzę oraz naród – zatem powinni mieć ten sam cel, który przez wszystkich postrzegany jest jako interes narodowy.

Racja stanu z kolei jest pojęciem nieco mniej długofalowym, ma raczej charakter doraźny i determinowana jest potrzebą chwili. Rzecz jasna podejmowanie decyzji motywowanych racją stanu musi być w pewnym stopniu podporządkowane ogólnej linii politycznej czy gospodarczej, którą obrało dane państwo. Stąd oczywista analogia do interesu narodowego. Racja stanu często pokrywa się z interesem narodowym, ale ponieważ (z definicji) jest ona wartością nadrzędną nad wszystkimi interesami partykularnymi, zdarzają się przypadki ich niezgodności. Wówczas podjęcie decyzji należy do osób aktualnie sprawujących władzę, którzy muszą rozsądzić czy dana decyzja przyniesie większe korzyści pomimo tymczasowej niezgodności z interesem narodu, czy też zaniechać jej podjęcia w imię tegoż interesu.

Podręcznikowym wręcz przykładem na konflikt tych dwóch wiążących się różnorako z patriotyzmem pojęć jest rok 1981, kiedy to w dniu 13. grudnia wprowadzony został przez naczelne władze Polskiej Republiki Ludowej stan wojenny. Było to jawne pogwałcenie podstawowych wolności konstytucyjnych, a nawet praw społecznych, które bez wątpienia leżały w interesie narodowym Polaków, takich jak: wolność słowa, wolność zgromadzeń, nieskrępowany dostęp do mediów. Jednak zapytany po latach o przyczyny i motywy podjęcia tak drastycznego kroku, generał Wojciech Jaruzelski tłumaczył, iż kierował się jedynie racją stanu, bowiem chciał zapobiec groźbie interwencji wojsk radzieckich na terenie Polski (w tym czasie zaniepokojona burzliwymi wydarzeniami w Polsce Moskwa planowała przywrócenie w niej socjalistycznego porządku przy użyciu sił zbrojnych).

Powyższy przykład doskonale oddaje różnicę pomiędzy pojęciami interesu narodowego, który widzimy jako wartości bliższe zwykłym ludziom, które bezpośrednio dotyczą ich życia codziennego, a racją stanu, oznaczającą raczej dobro państwa, a więc tworu politycznego.

za: http://wypracowania24.pl/wos/2236/racja-stanu-a-interes

Reklamy