2015-07-29

Można odnieść wrażenie, że niektóre dokumenty dotyczące II wojny światowej mogą nie być odtajnione nigdy, a przynajmniej jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Dotyczy to tylko tych stworzonych nie przez służby wywiadowcze, lecz także przez tajne komórki ministerstw spraw zagranicznych i obrony. Powodem tego bywa ochrona wątpliwego dobrego imienia rządów i polityków, którzy z różnych przyczyn – a nie zawsze był to interes państwa – dopuszczali się zdrady sojusznika, a nawet zbrodni.

Już w październiku 1941 r., gdy się wydawało, że niemiecki blitzkrieg lada dzień doprowadzi do klęski Związku Sowieckiego i upadku komunistycznego reżimu, Józef Stalin polecił Ławrientijowi Berii nawiązanie poufnego kontaktu z Niemcami w celu rozpoczęcia rokowań rozejmowych. Sowiecka oferta była szczodra, obejmowała między innymi Ukrainę. W lutym 1942 r. doszło do bezpośredniego sowiecko-niemieckiego kontaktu politycznego. SS-Obergruppenführer Karl Wolff, działający prawdopodobnie z upoważnienia samego Adolfa Hitlera, przez siedem dni spotykał się w Mceńsku, po sowieckiej stronie frontu, z wysłannikiem Stalina – Wsiewołodem Mierkułowem, zastępcą Berii. Stalin proponował zawieszenie broni, zawarcie wojskowego sojuszu i eksterminację Żydów w ZSRS. Strony nie doszły do porozumienia.

Zgoda Himmlera

W czerwcu 1942 r. szef SD Walter Schellenberg, jeden z najinteligentniejszych ludzi w hitlerowskiej elicie władzy, który stracił wiarę w „totalne zwycięstwo Niemiec”, zdołał namówić Reichsführera Heinricha Himmlera do wyrażenia zgody na szukanie kontaktów z zachodnimi aliantami, a także – niezależnie – z ZSRS. Z tym ostatnim poszło mu łatwo, gdyż Stalin był rozczarowany lądowaniem aliantów w Afryce Północnej, które angażowało ich siły, nie odciążając dostatecznie frontu wschodniego. Jednocześnie Stalin nie mógł się wyzbyć obawy, że kontakty aliantów z Himmlerem i/lub antyhitlerowskim ruchem oporu doprowadzą do zawarcia separatystycznego pokoju na froncie zachodnim.

Niemniej zarówno Zachód, jak i Sowieci utrzymywali tajne kontakty z Niemcami, z tym że Moskwa ograniczała je do wysłanników Himmlera – Martina Bormanna, Josepha Goebbelsa, Heinricha Müllera i Joachima von Ribbentropa (rozmowy przez pośredników w Kirowogradzie w czerwcu 1943 r.), a Zachód nie zaniedbywał też rozmów z niemiecką opozycją. Różnica między Sowietami a Zachodem polegała na tym, że Anglosasi zwykle informowali Sowietów o swoich działaniach, Kreml zaś zachowywał milczenie.

Najpóźniej w drugiej połowie 1944 r. Churchill zaczął propagować pomysł, aby natychmiast po zakończeniu wojny rozstrzelać bez sądu 50 tys. niemieckich zbrodniarzy wojennych (pojęcie ludobójstwa nie było jeszcze wówczas znane). We wrześniu przekonał do tego Roosevelta, ale już w październiku nieoczekiwanie sprzeciwił się temu Stalin, nalegając na przeprowadzenie procesów wszystkich zbrodniarzy. Niemniej Churchill nie rezygnował, a istnieją nawet poszlaki, że egzekucja Benita Mussoliniego i jego otoczenia przez włoskich partyzantów została przeprowadzona na rozkaz brytyjskiego premiera, przekazany przez agenta SOE.

W każdym razie pomimo obstawania Churchilla przy rozstrzeliwaniu bez sądu niemieckich zbrodniarzy rozmowy z najważniejszymi z nich były kontynuowane. W kwietniu 1945 r. Himmler przeniósł się z Berlina do północnej części Niemiec. Stamtąd, za pośrednictwem Schellenberga i hrabiego Folke Bernadotte, wdał się w negocjacje z brytyjskim ambasadorem w Sztokholmie sir Victorem Malletem. Himmler negocjował kapitulację całej Rzeszy, ale tylko na Zachodzie. Churchill panicznie się bał, że Stalin się o tym dowie.

Jeszcze 13 kwietnia powiedział adm. Andrew Cunninghamowi, pierwszemu lordowi morskiemu, że jeśli miałoby to zmniejszyć straty ludzkie, to gotów jest oszczędzić nawet Himmlera (admirał odparł, że Reichsführera można by było zesłać na jakąś wyspę). Jednak wkrótce Churchill uświadomił sobie, że jeśli pozwoli Himmlerowi zachować życie i postawi go przed sądem, to Reichsführer będzie miał okazję wyśpiewać w swojej obronie, jak to występował jako anioł pokoju. A wtedy Stalin się obrazi, bo tym razem nie informowano go o rozmowach Himmlera z Malletem, co świadczyłoby o tym, że Zachód chciał oszukać Sowietów pod sam koniec wojny.

Przesłuchać i zabić!

Himmler był głupcem i tchórzem. Głupcem, bo się łudził, że taki zbrodniarz jak on może ocalić życie. Tchórzem, bo nawet po schwytaniu nie popełnił samobójstwa. Jak więc zginął? Była to spora i skomplikowana operacja. Od 13 kwietnia, czyli od rozmowy Churchilla z Cunninghamem, upłynęły dwa tygodnie i wszystko się zmieniło. Sir Richard Stafford Cripps, minister przemysłu lotniczego, pierwszy zasugerował, żeby każdemu złapanemu narodowemu socjaliście dać dwa tygodnie na przesłuchania, a następnie go zastrzelić. Najpóźniej 3 maja ostatecznie upadł pomysł hurtowej egzekucji nazistów. W łonie gabinetu przeważyła koncepcja Stafforda Crippsa: przesłuchać, nie negocjować, zabić. Churchill wprost zapytał w swoim świętoszkowatym stylu: „Czy moglibyście negocjować, na przykład z Himmlerem, a potem go ukatrupić?”.

Są różne stenogramy. W oficjalnym i przystrzyżonym nie znajdziemy tej wypowiedzi, a oficjalny i pełny może będzie opublikowany za pół wieku albo jeszcze później. Ta decyzja gabinetu – nazwijmy ją decyzją ramową – już po kilku dniach zaczęła się konkretyzować. 10 maja sir Robert Bruce Lockhart z departamentu wywiadu politycznego Foreign Office dostał prywatny tajny list od sir Johna W. Wheelera-Bennetta, jednego z byłych szefów tego departamentu, który wtedy pracował już o wiele wyżej.

„Nie możemy pozwolić Himmlerowi na wystąpienie w jakimkolwiek przyszłym postępowaniu sądowym lub – oczywiście – aby był przesłuchiwany przez Amerykanów. Dlatego będą musiały być podjęte kroki, aby wyeliminować go, skoro tylko wpadnie w nasze ręce”. Dlaczego Amerykanie nie mogliby go przesłuchiwać? Można wskazać dwa powody. Pierwszy – że zbyt dużo dowiedzieliby się o brytyjskich nieprawościach. I drugi – że mogliby wziąć Himmlera na służbę.

Szkot Robert Bruce Lockhart był jednym z ostatnich korsarzy brytyjskiego wywiadu i jednym z najsławniejszych. Zaczął karierę w 1912 r. jako wicekonsul w Moskwie. Gdy wybuchła rewolucja lutowa w 1917 r., był już p.o. konsulem generalnym. Wyjechał z Rosji krótko przed przewrotem bolszewickim, lecz w styczniu 1918 r. powrócił jako pierwszy brytyjski wysłannik i zaczął też realizować swoje pierwsze zadanie dla wywiadu: otrzymał 648 tys. funtów w diamentach na zbudowanie siatki szpiegowskiej. Został uwięziony na Kremlu, a po kilku tygodniach zwolniony i wymieniony na Maksima Litwinowa. W okresie II wojny światowej Bruce Lockhart był dyrektorem generalnym Political Warfare Executive, zajmującego się propagandą skierowaną przeciw państwom Osi, a następnie przeszedł do Foreign Office.

12 maja Lockhart odpisał Wheelerowi-Bennettowi, że podziela jego zdanie i że do sprawy zostanie wydelegowany Mr Ingrams. Leonard St. Clair Ingrams, bankier i pilot, w SOE był macherem w wydziale odpowiedzialnym za organizację ruchu oporu i aktów sabotażu, morderstwa i tym podobne przedsięwzięcia.

Tam, gdzie się ukrywał Himmler, operowała brytyjska 2. Armia. Jej dowódca – gen. sir Miles Dempsey – 21 maja przeprowadził inspekcję obozu dla zatrzymanych w Westertimke oraz obszaru koncentracji Niemców między Bremervörde i Stade. Tego samego dnia Himmler i jego dwaj ochroniarze – Heinz Macher i Werner Grothmann – zostali aresztowani w Bremervörde. Według oficjalnej wersji Himmler został rozpoznany dopiero 23 maja, po odstawieniu wszystkich trzech do Westertimke.

Kapsułka cyjanku

Po najbardziej dokładnej rewizji, jaką można sobie wyobrazić, u Himmlera znaleziono list do marszałka Montgomery’ego. Jednak „Monty” akurat gdzieś się zapodział… A później nikt się nie przyznał, że ma ten list… Ponadto znaleziono jedyną – to pewne – kapsułkę cyjanku i przekazano ją płk. Michaelowi Murphy’emu, szefowi wywiadu 2. Armii. Zgodnie z oficjalnym protokołem 2. Armii Reichsführerowi zadano jakieś pytania, dano mu do zjedzenia porządną brytyjską kanapkę, po czym przewieziono go do Lüneburga i umieszczono w mieszkaniu w kamienicy przy Ülzener Strasse 31a. Dlaczego nie do kwatery wywiadu 2. Armii? Ponieważ – jak napisał Murphy w liście z 11 lutego 1964 r. do Heinricha Frenkla, biografa Himmlera z University of New Mexico – była to kamienica, „którą kazałem przygotować dla takich ludzi jak Himmler”…

Murphy zadzwonił do swojej kwatery i kazał przysłać lekarza, który kontynuowałby badanie Himmlera. Jednak nie wiadomo, czy jakikolwiek lekarz się pojawił. W tym mieszkaniu Himmler otruł się kapsułką cyjanku, której już od paru godzin nie miał. Wykluczone, by miał zapasową. Akurat jego przeszukaniu nie można niczego zarzucić – miał jedną.

Tej samej nocy, 24 maja o godz. 2.50, z Bremy wyszedł do Bruce’a Lockharta telegram zaszyfrowany jednorazowym szyfrem, którego używa się wyłącznie na specjalne okazje: „Z powodzeniem przejęliśmy H.H. ostatniej nocy w Lüneburgu, zanim mógł być przesłuchany. Według instrukcji podjęto akcję, aby go uciszyć na zawsze. Wydałem rozkazy, aby moja obecność w Lüneburgu nie została w żaden sposób zarejestrowana, i możemy zakonkludować, że problem H.H. jest zakończony”. Na tej depeszy Bruce Lockhart sporządził odręczną notkę: „Kopia dla PM”, czyli dla prime ministra, i data: „25 maja”.

Nocny telegram z Bremy podpisał jakiś Mr Thomas. W świetle wyżej wspomnianej odpowiedzi Bruce’a Lockharta na list Wheelera-Bennetta wydaje się pewne, że Mr Thomas to kryptonim Ingramsa.

Himmler miał złamany nos, co widać na pośmiertnym zdjęciu. Można wykluczyć, że przyłożył mu jakiś brutalny oficer śledczy. Przede wszystkim nikt go nie przesłuchiwał po wstępnej nieoficjalnej rozmowie. A gdyby jednak doszło do przesłuchania, to przecież Himmler chciał mówić, dlatego się ujawnił.

Nie chciał się otruć, chociaż wcześniej miał na to wiele czasu, ale jednak zmarł otruty… Przypuszczalnie zatkano mu nos, żeby otworzył usta, i przy okazji go złamano. Trudno o inne wytłumaczenie. A kapsułka zapewne była tą, którą mu wcześniej odebrano.

Oficjalny raport 2. Armii ma trzy strony maszynopisu. Wszystkie są napisane na tej samej maszynie i na tym samym papierze. Jednak drugą stronę pisała inna osoba niż pierwszą i trzecią – mniej wprawna, co wynika ze stylu i z popełnionych błędów. Ciekawe, czy ta pierwotna druga strona gdzieś się zachowała.

27 maja minister Brendan Bracken napisał list do lorda Selborne’a, ministra gospodarki wojennej: „Jest konieczne, abyśmy utrzymywali całkowitą blokadę informacyjną [news blackout] dotyczącą rzeczywistych okoliczności zgonu tego jednego z najgorszych ludzi. Jestem pewien, że gdyby doszło do publicznej wiadomości, że dołożyliśmy ręki do zgonu tego człowieka, miałoby to niszczące reperkusje dla pozycji tego kraju. Jestem też pewien, że ten incydent skomplikowałby nasze stosunki z Amerykanami”.

Tajne na 200 lat?

Nie ma dziś szans na znalezienie szczegółowego potwierdzenia prawdziwych okoliczności śmierci Himmlera w jakimś jednym dokumencie. Być może taki w ogóle nie istnieje. Jednak zacytowane tu fragmenty innych dokumentów powinny wystarczyć do wykazania, że brytyjski rząd rozkazał zamordować jeńca wojennego. Odpowiedzialny za idące w miliony ofiar zbrodnie przeciwko ludzkości Himmler nie był bowiem wtedy jeszcze ani aresztowany, ani oskarżony.

Dokumenty bywają równie prawdziwe lub równie fałszywe co zeznania świadków. Jednak nawet fałszywy raport ze schwytania i śmierci Himmlera bardzo długo nie ujrzał światła dziennego. Porównajmy to z innym przykładem zakłamywania historii poprzez ukrywanie jej prawdziwej wersji. 2 maja 1941 r. wchodzący do portu La Valetta na Malcie niszczyciel HMS „Jersey” wpłynął na minę, przełamał się na pół i zablokował wejście do portu. Sporo ludzi zginęło. Dwa dni później wrak wysadzono. Przedtem pozwolono marynarzom wrócić na niego po rzeczy osobiste. Jednak ktoś się pospieszył i biedacy wylecieli w powietrze razem z wrakiem. Akta tej sprawy utajniono do 2041 r. Od razu na pełne 100 lat, bez stopniowania.

Może chodziło o to, by nie płacić rodzinom odszkodowania? A może o ochronę imienia sprawcy tej tragedii i kilku pokoleń jego potomków? Jednak jeśli tak niepolityczne motywy skłoniły rząd i admiralicję do wprowadzenia karencji 100 lat, to na jak długo utajniono bezsprzecznie polityczną sprawę zabójstwa Himmlera? Na 200 lat? A może na wieczność, tak jak akta osobowe agentów?

Tadeusz A. Kisielewski, „Historia Do Rzeczy”

za: http://historia.wp.pl/kat,1038487,strona,3,title,Tajemnica-smierci-Heinricha-Himmlera,wid,17737447,wiadomosc.html

Reklamy